czwartek, 30 kwietnia 2015

WŁOSY naturalne czy farbowane?

POWRÓT DO NATURALNEGO KOLORU WŁOSÓW

Zastanawiam się nad powrotem do naturalnego koloru włosów. Dlaczego? Chciałabym przedstawić wam kilka powód mojej decyzji. Zaczęłam interesować się składem chemicznym kosmetyków, od momentu wystąpienia u mnie alergii na cienie do powiek, oraz na odżywki wzmacniające płytkę paznokciową, które są dostępne w drogerii. Dodam, że zmywanie i inne prace domowe zmuszona jestem wykonywać wyłącznie w rękawiczkach.




Koloryzacja:
Włosy farbowane na kolor: RUDY
Zużyte farby koloryzujące, trwały kolor: Garnier 7.44+ przez około 4 lata.
Ostatnia koloryzacja: PALETTE Intensive Color Creme K16 Miedź


Mój kolor naturalny: jasny średni blond jak na wczesną wiosnę przystało. Poniżej przedstawiam mój kolor naturalny (zdjęcie włosów robionych w cieniu, chyba zimową porą, przy naturalnym świetle, bez flesza). Zdjęcie wypłowiałej ognistej rudości było robione wczesną wiosną, przy naturalnym słońcu.

Po pierwsze zauważyłam, że nie ważne jaką farbą farbujesz włosy, czy to będzie typowy produkt dostępny w drogerii czy profesjonalnie położona farba w salonie fryzjerskim - strasznie szybko się wypłukuje z moich włosów, pozostawiając włosy matowe, suche, pozbawione blasku. Moje włosy chyba mają dość takiego stanu rzeczy, ponieważ po farbie Garnier zaczęły w pewnym momencie przy farbowaniu każdym (dosłownie) wypadać. Całe szczęście że lubowałam się w krótkich, asymetrycznych fryzurkach :) bo chyba przejść do włosów dłuższych będzie łatwiej. Od tygodni czytam blogi osób, które zdecydowały się na ten krok, i jak mogą się cieszyć ładnie odbudowanymi włosami. Moje włosy zawsze były cienkie, trudno rozczesujące się. Farba zniszczyła ich stan, zresztą to widać na zdjęciach. Obecna długość od jakiej startuję to do linii brody. Długość jaka mi odpowiada, to włosy do ramion, może trochę do linii barku.

Używając szamponów naturalnych nie przynosi u mnie pożądanego efektu, włosy puszą się, bardzo przetłuszczają (zmusza mnie to do codziennego ich mycia) i okropnie się rozczesują. Szampony z silikonami są może i złe, ale dzięki nim moje włosy są miękkie. Ostatnia koloryzacja była ok 31 kwietnia 2015r, czyli mogę powiedzieć, że po miesiącu mam już ok 1 cm odrostu własnych naturalnych włosów. Podcięte i wyrównane delikatnie u mojej fryzjerki były w pierwszym tygodniu maja, więc teraz będą sobie spokojnie rosły.
Wypłukiwanie koloru z włosów:
Pracuję nad tym. Moje włosy umyłam wczoraj szamponem przeciwłupieżowym Head&Shoulders, cytrynowy. Jest to ulubiony szampon mojego mężczyzny, więc nie musiałam kupować całej nowej butelki.
Schłodzenie ognistego odcienia: 
Nie chcę już farbować włosów, więc półki z farbami do włosów omijam szerokim łukiem. Dekoloryzacja ściąganie farby - odpada, nie chcę dokładać włosom kłopotu, w postaci kolejnej dawki chemii.

Moja cera:
Z wiekiem zmienia się, doszły mi kruche naczynka krwionośne, i lekkie zaczerwienienia, co sprawia, że kolor rudy dodatkowo moim zdaniem je podkreśla. CZAS NA ZMIANĘ.

Z szamponów najlepsza według mnie jest lista ta tutaj: http://www.anwen.pl/p/recenzje.html


Moje zakupy:

  • Olejek rycynowy (stosuje od 01 06 2015)
  • Humawit SKRZYP i POKRZYWA (włosy, paznokcie)
  • Olejek arganowy z Joanny: (stosuje od 18 05 2015) moje paznokcie bardzo wzmocniły się przez 2 tygodnie. W tym czasie nie kładę na nich żadnej odżywki, lakierów czy bazy. Paznokcie prawie wychodzą na prostą, a płytka z dnia na dzień mniej się rozdwaja i kruszy.













Post jest z datą ostatniego mojego farbowania, a początkiem mojej drogi do naturalności.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz